WYWIAD

ALEXI LUBOMIRSKI

Najważniejsze dla mnie jest bycie najlepszym ojcem, jakim potrafię być, najlepszym mężem, jakim potrafię być, i najlepszym fotografem, jakim mogę się stać – mówi Alexi Lubomirski, fotograf gwiazd.

PRZYSTOJNY, SŁAWNY, SZCZĘŚLIWY.

Mąż pięknej Giady, ojciec dwóch roześmianych chłopców. Szarmancki, czarujący. Jest prawdziwym księciem, choć gdy o to zapytałam, ze śmiechem powiedział, że to nic wielkiego. Niezwykle skromny. Jego matką jest Peruwianka, ojcem – Polak, wychowywał go ojczym – Brytyjczyk. Ma 40 lat. Dorastał w Afryce, potem w Paryżu i w Londynie. Na stałe mieszka i pracuje w Nowym Jorku. Jest ulubionym modowym fotografem gwiazd kina, m.in. Sharon Stone, Gwyneth Paltrow, Natalie Portman, Kate Winslet, Nicole Kidman, Julii Roberts czy Jennifer Lopez. Bardzo lubi pracować z Anją Rubik. Publikuje m.in. w „Vogue’u” czy „Harper's Bazaar”. Czytelniczkom magazynu „Kreatywne” opowiada o swojej pracy i o tym, czym jest dla niego szczęście i jak pielęgnuje swą miłość do żony i rodziny.

To rezultat bardzo ciężkiej i długiej pracy. Trzeba być też niezwykle wytrwałym. Ja fotografuję od jedenastego roku życia. Już wtedy, gdy ktoś mnie pytał, co chcę robić w przyszłości, odpowiadałem, że chcę zawodowo zajmować się fotografią. Jednocześnie wiedziałem, że przecież są tysiące osób takich jak ja, które marzą, by to robić. Więc zdecydowałem, że jeśli rzeczywiście mam być fotografem, to muszę zrobić wszystko, by się tego jak najlepiej nauczyć. Dlatego sukces to przede wszystkim droga do niego, wykorzystywanie wszystkich nadarzających się okazji do nauki, ciągłe poszukiwanie, dyskusje, robienie własnych projektów i spotkania z ludźmi, od których można się uczyć, którzy będą mentorami. Zatem jeśli tylko masz ambicję robienia czegoś, to musisz ciężko pracować, cały czas się w tym doskonalić. Aż w końcu ktoś doceni twój wysiłek i pomoże ci osiągnąć wymarzony sukces.

Ty studiowałeś fotografię, przez cztery lata byłeś asystentem Maria Testino – guru fotografii modowej. Ale ja chciałam zapytać o to zdjęcie, które było dla ciebie najważniejsze, od którego zaczęła się twoja prawdziwa kariera...
Takich chwil i zdjęć, sesji było sporo... Ale to najważniejsze zrobiłem wtedy, gdy asystowałem Mariowi Testino, zacząłem, gdy miałem 25 lat. Wówczas żyliśmy w ciągłej podróży po świecie, lotniska, hotele... Cały czas byliśmy na planie albo w drodze do lub z pracy. Nie mieliśmy na nic czasu. Ja jednak starałem się uczyć jak najwięcej od Maria, obserwować go. A kiedy miałem jakąś wolną chwilę, przygotowywałem swój autorski projekt. Nie miałem pieniędzy, zrobiłem sesję w całkowicie zaciemnionej łazience bez okna. Aparat był ustawiony na 20 sekund naświetlania, modelkę oświetlałem małą latarką. Modelka musiała stać nieruchomo, a ja tą latarką malowałem światło na jej ciele. Wyszło pięknie – ciało malowane światłem. Pokazałem to zdjęcie w redakcji jednego z magazynów. Opublikowali je. I tak zaczęła się moja kariera. To zdjęcie otworzyło mi drzwi do wielu – również tych największych – magazynów mody.

A pamiętasz ten dzień, gdy dostałeś swój pierwszy aparat fotograficzny?
O tak, doskonale! To było magiczne wydarzenie. Miałem jedenaście lat. Mieszkaliśmy wtedy w Bostwanie, w Afryce. Było Boże Narodzenie, a ja od swojego ojczyma dostałem prezent świąteczny. To był aparat fotograficzny. Zrobiłem wówczas zdjęcie swojej malutkiej siostrze, która akurat jadła lody. Kiedy trzy tygodnie później wróciłem do tego zdjęcia, zrozumiałem, że udało mi się uchwycić bardzo ulotną chwilę. I to było dla mnie niezwykłe – zatrzymanie w kadrze tego, co trwa zaledwie sekundy.

Patrzysz na świat i ludzi przez szkło obiektywu. Co widzisz, co potem chcesz opowiedzieć?
Aparat fotograficzny, fotografia to dla mnie wciąż zdumiewające medium. Mogę wykreować świat, wydarzenie, ale też mogę zatrzymać na zawsze właśnie tę jedną chwilę, coś, co nigdy już się nie wydarzy. Kiedyś robiłem zdjęcie mojemu bratu biegającemu po polu. Niebo było wtedy dzikie, głęboko błękitne... Nigdy później nie widziałem już takiego nieba. I to jest dla mnie ta magia... Bo najważniejsze w fotografii jest to, by uchwycić ulotność i opowiedzieć jeszcze ciekawą historię...

Właśnie, historia. Kiedy pracujesz z aktorkami, zawsze starasz się, by fotografie z ich udziałem były czymś więcej niż tylko ładnymi obrazkami. Ale jak przekonujesz je do swoich pomysłów?
Zawsze opowiadam, co chcę zrobić, przedstawiam intencję, swój pomysł na sesję. I najczęściej to działa. Choć zdarza się, że bywa trudno, dlatego muszę mieć przygotowanych kilka innych pomysłów.

Ja w swojej pracy bardzo lubię tych kilka minut, kiedy po zakończonym wywiadzie zaczynam tak po prostu rozmawiać ze swoim rozmówcą. A w twojej pracy pojawia się czas, w którym na moment zaprzyjaźniasz się ze swoją modelką?
U mnie jest to zwykle przed zdjęciami. Wtedy mam swoje pięć minut – bardzo ważny czas na zrozumienie tego, kim jest, jaka jest osoba, z którą akurat mam pracować. Wtedy po prostu sobie gadamy – o przyjaciołach, o miłości, o życiu. Czasem pytam o narzeczonego, męża, a jeśli aktorka ma dzieci, to rozmawiamy o dzieciach. Opowiadam też kawały, a czasem muszę robić z siebie totalnego błazna... Chodzi o stworzenie takiej atmosfery, relacji, która sprawi, że modelka czy aktorka będzie się czuła komfortowo.

Fotografujesz najpiękniejsze kobiety świata, wystarczy wymienić choćby Kate Blanchet, Kate Winslet, Emmę Watson czy Anne Hathaway. Powiedz, proszę, czym dla ciebie jest kobiecość?
Tak, jestem wielkim szczęściarzem! Rzeczywiście fotografuję mnóstwo pięknych kobiet: aktorki, modelki... Jednak dla mnie nie tyle uroda zewnętrzna jest ważna, ile poczucie szczęścia. Uważam, że najpiękniejsze w kobiecie jest właśnie to jej poczucie szczęścia, zadowolenie, pewność siebie, świadomość własnej wartości. Bo to wszystko sprawia, że kobieta staje się piękna także na zewnątrz. Interesujące jest pewne zjawisko, które obserwuję podczas pracy w wieloma pięknymi aktorkami. Kiedy pojawiają się w pokoju, kiedy się uśmiechają, to dzieje się coś niezwykłego – całe pomieszczenie wypełnia się światłem, tym ich uśmiechem...

A jaka jest twoja żona?
Wspaniała! Po prostu! Jest dla mnie przykładem doskonałego piękna. To kobieta, która uwielbia się uśmiechać, uwielbia się śmiać. I tą swoją radością zaraża wszystkich dokoła. Jest inteligentna, wrażliwa, zna swoją wartość. Kocham ją. Jest dla mnie wszystkim.

I w dowód swojej miłości co miesiąc piszesz dla niej wiersz...
Kiedy pobraliśmy się siedem lat temu, pomyślałem: szkoda że będziemy celebrować tylko kolejne rocznice naszego ślubu. Zdecydowałem, że będę o tym pamiętał co miesiąc. I tak ósmego dnia każdego miesiąca piszę dla żony nowy wiersz miłosny. Wręczam jej różę (bo ona kocha te kwiaty) i perłę, którą odkłada do słoja obok łóżka (dzięki temu widzimy, jak nasze uczucie rośnie). W przyszłości z tych pereł chcemy zrobić naszyjnik, by podarować go naszej córce (jeśli będziemy ją mieć) lub wnuczce, żeby wiedziała, jak wielkie jest nasze uczucie.

To bardzo romantyczne...
Po prostu uważam, że miłość trzeba pielęgnować tak, jak pielęgnuje się małe dziecko. Trzeba o nią dbać każdego dnia, karmić ją, rozwijać...

Jesteś też niezwykle oddanym ojcem dwóch chłopców.
Od kiedy mam dzieci, wiem, że nic bardziej niż one nie liczy się na tym świecie. To nie ja jestem ważny. Wszystko, co chcę robić, jest dla nich. Staram się poświęcać im bardzo dużo czasu, być i słuchać – tak po prostu. Bardzo chcę pokazywać synom świat, uczyć ich, jak dobrze przeżyć życie, jak być dobrym człowiekiem, a także jak w tym wszystkim pozostać sobą i żyć w zgodzie ze sobą. To niezwykle trudna praca i jednocześnie najpiękniejsza, jaka mogła mi się przytrafić. Ktoś kiedyś zapytał mnie, jak opisałbym siebie w trzech słowach. Myślałem o tym i zdałem sobie sprawę, że najważniejsze dla mnie jest bycie najlepszym ojcem, jakim potrafię być, najlepszym mężem, jakim potrafię być i najlepszym fotografem, jakim mogę się stać.

No i jesteś księciem. Jak to jest być księciem w XXI wieku?
Właściwie nie znaczy to nic nadzwyczajnego. Nie mam pałacu, zamku, skarbów, nie wiodę królewskiego życia. To nudne i niepotrzebne. Moi rodzice rozstali się, gdy miałem rok. Wychowywał mnie ojczym. O swoim pochodzeniu dowiedziałem się w wieku 11 lat. Usłyszałem wtedy fantastyczną, bogatą historię mojej rodziny, której kres położyły wydarzenia XX wieku. Wszystko to było dla mnie zaskakujące i zdumiewające. Ucieszyłem się, że jestem księciem! Zapytałem też mamę, co to znaczy żyć jak książę, bo oczywiście myślałem o tych wszystkich zamkach, pałacach... Ale mama odpowiedziała mi: „Jeśli chcesz być księciem na miarę obecnych czasów, musisz być księciem w swoim sercu i w swoich czynach, a nie dzięki bogactwu”. Wiele lat zajęło mi zrozumienie tych słów i przełożenie ich na moje życie. Teraz mogę powiedzieć, że tytuł książęcy jest dla mnie wielkim zobowiązaniem wobec samego siebie, moich bliskich i wszystkich, których spotykam.

O tym też napisałeś książkę. Początkowo miała być tylko dla twojego starszego syna.
Tak, tę książkę zacząłem pisać, kiedy mój starszy syn skończył rok. Chciałem opowiedzieć mu o tym, co dla mnie ważne, co to dziś znaczy być księciem. Chciałem pokazać, jak tamte stare, nieco zakurzone zasady dopasować do współczesnego, nowoczesnego życia.

I okazało się, że piszesz o rzeczach bardzo uniwersalnych, które powinny dotyczyć nas wszystkich...
No tak, bo w efekcie nie napisałem książki tylko dla chłopców i o takich rzeczach, jak choćby otwieranie drzwi przed kobietą. Tak naprawdę napisałem o tym, co powinno być ważne dla każdego z nas w codziennym życiu. Moja książka nie mówi więc, jak być księciem, ale jak być dobrym, przyzwoitym człowiekiem w ogóle. Dlatego okazuje się, że kupują ją rodzice nie tylko dla swoich synów, ale także dla córek. No i cieszę się, bo przetłumaczono ją już na wiele języków. Także na język polski.

Całkowity dochód ze sprzedaży „Rad dla młodego dżentelmena” przeznaczasz na pomoc charytatywną.
Uważam, że to mój obowiązek. Od wielu lat współpracuję m.in. z organizacją Concern Worldwide, która pomaga najbiedniejszym na całym świecie. Ebola w Afryce, Sudan, Filipiny, wojna w Syrii... Zawsze znajdą się osoby, którym trzeba pomagać, którym brakuje podstawowych lekarstw, opieki medycznej, wody, dachu nad głową... Dla mnie to wielki honor móc się z nimi podzielić. To fantastyczne, że z każdej książki mogę przekazać dochód, by im pomóc.

Już mówiłeś, że jesteś szczęściarzem: masz piękną, mądrą żonę, wspaniałą rodzinę, pasję, wymarzoną pracę... i jeszcze jesteś prawdziwym księciem. Czy czegoś ci brakuje?
Córki!

Dlaczego?
Bo mam wszystko oprócz córki. (śmiech) Jednak moim największym marzeniem jest to, by dobrze przeżyć życie. Chciałbym – gdy będę miał sto lat i będę leżał na łożu śmierci – mieć to poczucie. Jeśli spojrzę na swoje życie wstecz, to chciałbym wiedzieć, że tyle czasu, ile było możliwe, spędziłem ze swoją rodziną, ze swoimi dziećmi. Chciałbym wiedzieć, że zrobiłem wszystko, co mogłem, także w swojej pracy, w fotografii. Chciałbym mieć poczucie, że dobrze wykorzystałem talent, który otrzymałem. Rozwijanie tego talentu to po prostu poszukiwanie szczęścia. I w życiu warto skupić się właśnie na tym. A my tak bardzo lubimy sobie wszystko komplikować, jesteśmy zapracowani, zagonieni, zbyt wiele uwagi poświęcamy zarabianiu pieniędzy, pomnażaniu zysków. A najważniejsze jest po prostu bycie szczęśliwym i dawanie tego szczęścia innym. To wszystko. /kreatywne

FOTOGRAF GWIAZD

Alexi Lubomirski jest ulubionym fotografem gwiazd kina (m.in. Jennifer Aniston, Reese Witherspoon czy Kate Winslet). Zanim jednak nim został, przez cztery lata był asystentem Maria Testino. Głównym zadaniem młodego fotografa było wówczas trzymanie lampy podczas sesji mistrza.